Witaj Gościu!

Zaloguj
Zarejestruj
Książki w koszyku

Twój koszyk jest pusty
STRONA GŁÓWNA O NAS JAK KUPOWAĆ KONTAKT KLUB CZYTELNIKA 0
ZNAJDŹ KSIĄŻKĘ LUB AUTORA








 



BIZNES I EKONOMIA

Paul H. Dembinski
Finanse po zawale. Od euforii finansowej do gospodarczego ładu
Cena: 45.00 PLN
Ilość stron: 232
Oprawa: miękka
Format: 135 x 215
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62304-26-4
  
Kup na prezent

Kilka słów o...
Od połowy lat 70. gospodarki najpierw zachodnie, a potem światowe przeżywały okres euforii finansowej. Techniki i produkty, te najbardziej klasyczne, jak dług czy kredyt, i te bardziej tajemnicze, jak derywaty, były postrzegane jako lekarstwo na wszelkie bolączki – zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Po 2007 roku euforia finansowa opadła, odsłaniając tym samym poważne – choć nie śmiertelne – schorzenia współczesnego kapitalizmu. Tematem tej książki jest analiza spuścizny systemowej oraz diagnoza kierunków działań koniecznych do odnalezienia ładu gospodarczego.

Zrozumieć świat, w którym żyjemy. Autorzy piszą książki, a my, czytelnicy, je czytamy. Kolejna pozycja Studia EMKA, tym razem pióra prof. Paula H. Dembinskiego, prowadzi nas po krętych drogach współczesnych finansów. Pokazuje ich twórczą rolę, gdy służą dla zysku. I niszczącą siłę, gdy zysk zamienia się w chciwość.
Waldemar Pawlak
wicepremier, minister gospodarki

Paul H. Dembinski krytykuje w swej książce zjawiska współczesnego kapitalizmu, przede wszystkim dominację świata finansów nad światem realnej gospodarki. Tę dominację nazywa „finansjalizacją”.
Zjawisko „finansjalizacji” opisuje  językiem socjologa, filozofa, historyka (a raczej historiozofa) i finansisty. Ta synteza jest dużą zaletą książki. Sprawia, że jest ona interesująca nie tylko dla ekonomistów. Staje się głosem w dyskusji o współczesnym świecie i mechanizmach rządzących społeczeństwem.
Witold Gadomski, „Gazeta Wyborcza”

Jeszcze dwa lata temu książka, która tak bezwarunkowo potępiłaby finansjalizację gospodarki świata, nie znalazłaby zrozumienia w anglojęzycznych krajach, w których dominuje rynkowy model gospodarki podporządkowany kapitałowi. Dziś Paul Dembinski może już swobodnie głosić, że rynki finansowe sieją spustoszenie w strukturach społeczno-ekonomicznych, nie obawiając się odrzucenia czy zignorowania. Katastrofa finansowa, jaka zaczęła się w sierpniu 2007 r., skłania do gruntownego przemyślenia roli rynków finansowych. A ta książka – prowokacyjna i prezentująca odmienny niż anglosaski punkt widzenia – może być dobrą podstawą dla takiej analizy.
John Plender, publicysta „Financial Times”

Inne książki tego autora:
Etyka i odpowiedzialność w świecie finansów
34.90 PLN
   
Fragment/Recenzja:
 


 
Zagubiona rzeczywistość 

Paul H. Dembinski, ekonomista, współtwórca Obserwatorium Finansów w Genewie, o źródłach kryzysu, grożącej anarchii oraz o tym, jak wszyscy dajemy się hipnotyzować.

To jest pierwsza część obszernego wywiadu o kryzysie i receptach na wyjście z niego, który Jacek Żakowski przeprowadził z ekonomistą Paulem H. Dembinskim.  

Jacek Żakowski: –Kiedy wreszcie się z tego wygrzebiemy?

Paul H. Dembinski: – Jak zrozumiemy sedno. 

A gdzie ono jest?

W zmianie, jaka zaszła w połowie lat 70. Wcześniej było jasne, że rozsądek nie pozwala na deficyty płatnicze, handlowe i budżetowe, na ryzykowne gry z rynkiem. Bilanse musiały być zrównoważone. Aż się pojawiła mistyka zarządzania ryzykiem. Przekaz był z grubsza taki: możemy podejmować dużo większe ryzyko, bo stworzyliśmy naukowe techniki panowania nad niebezpieczeństwem.W połowie lat 70. skończyło się – jak mówią Francuzi – powojenne „chwalebne trzydziestolecie” i zapoczątkowało „trzydziestolecie euforyczne”, które doprowadziło do wybuchu kryzysu w 2007 r. 

Skąd się wzięła ta nowa mistyka?

Z wykluwających się podwalin nauki o finansach. W końcu lat 60. ta nauka się zinstytucjonalizowała i stała się operatywna. 

Czyli z uniwersytetu?

 

Oczywiście. Był pan na „Chciwości”? Tam widać podział ról między trzy kluczowe postaci: finansistę, regulatora i eksperta. Finansista chce maksymalizować zysk, co wymaga większego ryzyka. Regulator odpowiada za bezpieczeństwo transakcji, ale chciałby pójść finansiście na rękę. A ekspert jest od tego, żeby ich rozgrzeszać za pomocą naukowej formuły, która tworzy pozory, że ryzyko będzie pod kontrolą.

 

Eksperci wpędzili nas w kłopoty?

Harry Markowitz i cała jego szkoła. Podobno, kiedy w 1955 r. Markowitz złożył swój słynny doktorat o teorii inwestycji portfelowych, to razem z Miltonem Friedmanem, który był jego recenzentem, zastanawiali się, z jakiej dziedziny właściwie jest ta praca. Z ekonomii? Z matematyki? Ze statystyki? Aż ktoś rzucił: z finansów. Tak powstała nowa nauka. Wcześniej była nauka o finansach publicznych i o finansach przedsiębiorstw. Niczego takiego jak finanse rynkowe nie było. 

Bo nie było rynków finansowych.

 

Te rynki i katedry wyrosły w ciągu jednej generacji. Stworzona przez nie rzeczywistość została oparta na wątłych aksjomatach, robiących wrażenie, że ryzyko można faktycznie unieważnić. Widziałem na Okęciu reklamę banku: „Żeby poczuć przygodę, muszę czuć się bezpiecznie”. Przygoda bez ryzyka to czysta przyjemność. Ja szaleję i uzyskuję korzyści, a w razie czego inny poniesie konsekwencje. To jest wielka obietnica teorii rynków finansowych. Zaprzeczenie ducha przedsiębiorczości opartej na równowadze między niepewnością a roztropnością. Przedsiębiorca niweluje ryzyko przez swoje kompetencje, rozwagę, wrażliwość na bodźce. Eksternalizacja i dywersyfikacja ryzyka, którą wymyśliła nauka o finansach, sprawia, że idę w trampkach na Mont Blanc. Niech się ratownicy martwią. Od lat 70. społeczeństwa ruszyły w trampkach na Mont Blanc.

 

W jakim sensie?

 Na przykład reformy emerytalne. W Szwajcarii obligatoryjne fundusze emerytalne wprowadzono w połowie lat 80. Politycy zorientowali się, że przy takich podatkach i przyroście naturalnym finanse publiczne nie dźwigną emerytur. Wtedy przyszli finansiści. Powiedzieli, że mają model finansowy, który te emerytury zapewni. Wydawało się, że wszyscy wygrają. Politycy – mieli problem z głowy. Emeryci – mieli wizję świetlanej przyszłości. Finansiści – mieli nowy biznes. Wszyscy na to poszli. 

 

 

W wielu krajach.

 Bo wszyscy uwierzyli w „prawo natury”, mówiące, że kapitały składane na emerytury będą co rok zarabiały 4–5 proc. Przez poprzednie 15 lat tak było. Jakimś trafem nikt nie pytał, skąd pewność, że to, co trwa od 15 lat, będzie trwało następne 30. Gdziekolwiek pan dziś spojrzy, wszędzie są takie stworzone przez finansistów piramidy, stojące na aksjomatach wziętych prawie z niczego, one stanowią fundament walących się dziś rozwiązań. 

 

 

Jakie jeszcze?

Przede wszystkim aksjomat, który w całym porządku społecznym zamienia relacje na transakcje. Relacje, na których opierał się kapitalizm, to trwały związek zakładający zaufanie, współpracę, wspólnotę interesów. Transakcja to jednorazowy akt, który w gruncie rzeczy polega na zbieraniu owoców. A gospodarka nie może polegać tylko na zbieraniu owoców. Trzeba też uprawiać, troszczyć się, rozumieć, czego im trzeba. To wymaga trwałości, czyli czasu. A rynki finansowe, które zdominowały światową gospodarkę, są podporządkowane ideałowi płynności. Kupuje się, żeby zarobić na sprzedaży. Nie żeby mieć i czerpać z tego korzyści. Transakcja musi dać się niezwłocznie odkręcić. W świecie realnym i zwłaszcza w gospodarce tak nie jest. Jak inwestuję w spółkę, powinienem wierzyć, że ma przyszłość. Przynajmniej na miesiące, a lepiej na lata. Ta wiara powinna wynikać ze znajomości spółki – jej rynku, potencjału, ludzi, innych zasobów. Wtedy rynek ją rzeczywiście wycenia, a pieniądze płyną do tych, którzy ich lepiej użyją. Jeśli zakładam, że mogę się w każdej chwili z transakcji wycofać, nie muszę się jej specjalnie przyglądać. 

 

 

Dalej czytaj na

 

http://www.polityka.pl/swiat/rozmowy/1523889,1,wywiad-zakowski-i-dembinski-o-recepcie-na-kryzys-cz-i.read

 

01.11.2011

 

W świecie pieniądza 

 

Od początku lat 70. gospodarki najpierw zachodnie, a potem światowe przeżywały okres euforii finansowej. Techniki i produkty, te najbardziej klasyczne, jak dług czy kredyt, i te bardziej tajemnicze, jak derywaty, byty postrzegane jako lekarstwo na wszelkie bolączki - zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Po 2007 roku euforia finansowa opadła, odsłaniając tym samym poważne - choć nie śmiertelne - schorzenia współczesnego kapitalizmu. Tematem książki Finanse po zawale jest analiza spuścizny systemowej oraz diagnoza kierunków działań koniecznych do odnalezienia ładu gospodarczego. Paul H. Dembinski stara się pomóc czytelnikom zrozumieć świat, w którym żyją.


01.11.2011

 
Jeśli ktoś chciałby zajrzeć do wnętrza potwora...

Kto z państwa wie, co to jest finansjalizacja? Kto z państwa rozumie, jaką funkcję finansjalizacja pełni we współczesnym świecie? A zresztą... żadnych rąk w górę. „Finanse po zawale" Paula H. Dembińskiego to lektura obowiązkowa dla wszystkich. Fascynująca książka pokazująca, jak finanse stawały się głównym czynnikiem kreującym obowiązującą dziś, powszechną wizję świata. Dembinski opisuje to zjawisko z punktu widzenia finansisty, socjologa, historyka, filozofa i za każdym razem dochodzi do bardzo smutnych wniosków: rynki finansowe sieją spustoszenie w sprawdzonych strukturach społeczno-ekonomicznych. O kryzysie napisano już wiele. Ale nigdy w taki sposób. Nie polecamy jako lektury na wieczór. Bardzo trudno po niej zasnąć.

 
NOWOŚCI
ZAPOWIEDZI
Mądrość zwycięzców. Umysł wart miliony - Jim Stovall
PREMIERA 7.12.2017
 


 
WYDAWNICTWOLOGOWANIE DLA PARTNERóW


14693567

 
1996 - 2017 © Wydawnictwo Studio EMKA.  Wszelkie prawa zastrzeżone.  Nota prawna  Polityka prywatności i pliki cookie