Witaj Gościu!

Zaloguj
Zarejestruj
Książki w koszyku

Twój koszyk jest pusty
STRONA GŁÓWNA O NAS JAK KUPOWAĆ KONTAKT KLUB CZYTELNIKA 0
ZNAJDŹ KSIĄŻKĘ LUB AUTORA








 



BIZNES I EKONOMIA

Nicholas Wapshott
Keynes kontra Hayek. Spór, który zdefiniował współczesną ekonomię.
Cena: 49.00 PLN
Ilość stron: 424
Oprawa: miękka, skrzydełka
Format: 150 x 227
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-63773-15-1
  
Kup na prezent

Kilka słów o...
Książka dostępna od: 16.02.2017

Keynes kontra Hayek, to podłoże i spuścizna największego w dziejach pojedynku na gruncie ekonomii.

Keynes i Hayek od osiemdziesięciu lat uosabiają przeciwstawne nurty myśli ekonomicznej:  interwencjonizm i leseferyzm. Koncepcje obu ekonomistów zdobywały i traciły przychylność polityków od Franklina Roosevelta do George W. Busha wywierając przy tym wpływ na poziom życia milionów.

Począwszy od wielkiego kryzysu poprzez II wojnę światowa i okres powojennej odbudowy, aż po czasy obecne, doświadczony dziennikarz, Nicolas Wapshott, poddaje wnikliwej obserwacji porywające debaty między dwoma gigantami dwudziestowiecznej ekonomii, których rozbieżne poglądy nadały kształt gospodarczym wzlotom i upadkom w wielu krajach i nadal trzymają świat w swoim władaniu.

Nicolas Wapshott jest dziennikarzem i autorem książki Ronald Reagan and Margaret Thatcher: A Political Marriage. Były redaktor naczelny londyńskiego „Timesa” i „New York Sun”. Mieszka w Nowym Jorku.


Warto przeczytać tę książkę, aby zrozumieć nasze współczesne dylematy, jak również kryzys, w obliczu którego stoją kraje Europy.
– Alan Caruba, Bookviews

Ta realistyczna książka zgłębia jedną z najbardziej palących kwestii ekonomicznych naszych czasów – do jakiego stopnia rząd powinien ingerować w gospodarkę? U podstaw analizy pana Wapshotta leżą rozstrzygające pytania związane z obecnym etapem amerykańskiej historii: Jakiego rodzaju społeczeństwa chcemy? Jak wielką wiarę pokładamy w inicjatywie prywatnej? I co jesteśmy winni naszym współobywatelom i naszej wspólnej przyszłości?
– Nancy F. Koehn, New York Times

Gorąco polecam nową książkę Nicholasa Wapshotta Keynes kontra Hayek. Keynesowi poświęcono wiele książek, ale nikt inny nie opowiedział należycie o jego relacjach z Haykiem. Nick wypełnił tę lukę w znakomitym stylu.
– John Cassidy, The New Yorker


RECENZJE / WYWIADY

TVN CNBC - program "Górna półka" - 11.03.2013
http://gornapolkatvn.wordpress.com/2013/03/31/marzec-2013/

audycja ŚWIATOPOGLĄD  - 15.03.2013 godz. 20:23
http://www.tokfm.pl/Tokfm/0,131275.html



Relacja ze spotkania z cyklu Salon Ekonomiczny „Koszykowa” pt.:

„Leseferyzm czy interwencjonizm? Podłoże i spuścizna najsłynniejszego pojedynku na gruncie ekonomii.”

http://finanse.wp.pl/kat,102634,title,Czy-rzad-powinien-interweniowac,wid,15357538,wiadomosc.html

Spotkanie miało charakter dyskusji panelowej, której moderatorem był:
Redaktor Grzegorz Siemionczyk – dziennikarz czasopism "Parkiet" oraz "Rzeczpospolita"
Roli panelistów podjęli się:
prof. Adam Glapiński - członek Rady Polityki Pieniężnej, historyk myśli ekonomicznej w SGH
prof. Witold Kwaśnicki - wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego, Prezes Oddziału Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego
Andrzej Sadowski - ekonomista, komentator gospodarczy w Centrum im. Adama Smitha
Alfred Adamiec - Główny Ekonomista w LifeWays


Fragment/Recenzja:
 


 
14.03.2013

Gość Niedzielny GN 10/2013
Autror: Stefan Sękowski

Ile państwa w gospodarce?

Keynes i Hayek to uosobienia dwóch podejść do gospodarki: interwencjonistycznego i wolnorynkowego. Po latach stosowania zaleceń pierwszego warto sięgnąć po rady drugiego.

Mało któremu ekonomiście udało się stać ikoną popkultury. A jednak wykonanie piosenki o popycie zagregowanym i chybionych inwestycjach, którą rapuje dwóch łysiejących wąsaczy w marynarkach, obejrzało na YouTube już 4 mln osób. To filmik edukacyjny, ukazujący różnice między dwoma podejściami do polityki gospodarczej, które symbolizują Brytyjczyk John Maynard Keynes i Austriak Friedrich August von Hayek. Ich zwolennicy do dziś nie mogą dojść do konsensusu, w jakim stopniu państwo powinno wpływać na gospodarkę – tę debatę opisuje Nicholas Wapshott w swojej książce „Keynes kontra Hayek. Spór, który zdefiniował współczesną ekonomię”.

Kiedyś wszyscy będziemy martwi

Keynes pojawił się na scenie publicznej jeszcze przed I wojną światową, jednak rozgłosu nabrał, gdy w 1919 roku, będąc doradcą brytyjskiego premiera Lloyda George’a, podczas negocjacji pokojowych w Wersalu ostentacyjnie zrezygnował z dalszej pracy na znak protestu przeciwko ogromnym reparacjom, jakie Francja i Wielka Brytania zamierzały nałożyć na pokonane Niemcy i Austrię. Uważał, że zbyt drastyczne potraktowanie byłych wrogów prowadzi do ich do katastrofy gospodarczej, może wywołać odruch oburzenia i wynieść do władzy ekstremistów – historia przyznała mu rację. Zawsze interesował się relacją między polityką i gospodarką. Sam był zresztą praktykiem w obu tych dziedzinach jako członek Partii Liberalnej, przez pewien czas pracownik ministerstwa skarbu oraz inwestor, który w dniu śmierci był właścicielem potężnej fortuny. Przede wszystkim jednak był naukowcem.

całość recenzji dostępna w numerze Gość Niedzielny GN 10/2013


 
27.02.2013
FINWEB - portal finansowy
Autor: Adam Witczak

Batalia nader aktualna

Spór pomiędzy szkołą austriacką a kontynuatorami myśli Johna Maynarda Keynesa jest w pewnym sensie niesymetryczny. Dla austriaków Keynes to zły czarownik, który magicznymi zaklęciami zwiódł pokolenia ekonomistów i polityków na manowce interwencjonizmu, inflacji, państwa opiekuńczego, a nawet socjalizmu. Bycie posądzonym o sympatię dla „keynesizmu” to w austriackim kręgu poważna ujma. Keynesa, a co za tym idzie także Krugmana czy Samuelsona, atakuje się ustawicznie i z wielką pasją. Po drugiej stronie barykady wygląda to, jak się wydaje, nieco inaczej. Ekonomiści głównego nurtu (zresztą nie tylko keynesiści, ale również monetaryści) często mają lekceważący stosunek do myśli austriackiej. Innymi słowy, von Misesa czy Rothbarda krytykuje się tylko w tym zakresie, w jakim się ich nie przemilcza. Na przykład na polskim gruncie szkoła austriacka często bywa niemal pomijana w podręcznikach i na wykładach, bywa też, że myli się ją z koncepcjami Miltona Friedmana.

Austriackim ekonomistą, który względnie dobrze przebił się do mainstreamu (nie w sensie zdrady austriackich założeń, ale w sensie wejścia w bardziej wpływowe, znane kręgi) był Fryderyk August von Hayek (1899 – 1992), zresztą laureat Nagrody Nobla w roku 1974. Hayek nie był tak ortodoksyjnym austriakiem jak jego mentor von Mises, daleko było mu też do politycznego radykalizmu Rothbarda, który równolegle z pracą naukową angażował się w rozmaite mniej lub bardziej wywrotowe, libertariańskie inicjatywy polityczne.

Hayek odmienił nieco klasyczny misesowski argument przeciw socjalizmowi: tam, gdzie mentor podkreślał rolę cen i fakt, że w socjalizmie niemożliwy jest precyzyjny rachunek zysków, strat i kosztów (ponieważ nie ma cen rynkowych, zatem nie wiadomo, czego konsumenci i producenci naprawdę chcą), tam Hayek skupił się na wiedzy koniecznej do centralnego planowania. Według niego w socjalizmie konieczne byłoby pozyskanie niewyobrażalnej ilości informacji, aby skonstruować idealny plan. Byłoby to zadanie logistycznie beznadziejne, szczególnie, że wiedza jest rozproszona i często nawet nie wyrażana wprost przez aktorów rynkowych.

Wieloletni spór Hayeka (jako reprezentanta austriaków) z Keynesem sięga nie tylko praktycznych rozwiązań dla państwa, społeczeństwa czy banku centralnego, ale i samych podstaw ekonomii. Myśl austriacka, w źródłowej, ortodoksyjnej postaci, nie traktuje ekonomii jako nauki empirycznej, wzorowanej na naukach przyrodniczych – ale jako ciąg rozumowań opartych na podstawowych aksjomatach, głównie na aksjomacie działania. To wyraźne nawiązanie do racjonalizmu, do myśli scholastycznej. W głównym nurcie ekonomii, a więc także u Keynesa, zakłada się, że należy badać gospodarkę i analizować ją przy pomocy statystyki, stawiać i weryfikować hipotezy, rozdzielać mikro- i makroekonomię etc. Austriacy poprzestają na zastosowaniu logicznego rozumowania, wykresy i tabele traktując co najwyżej jako pomoc techniczną.

Batalia stoczona pomiędzy Hayekiem i Keynesem została plastycznie odmalowana w biograficznej książce Nicholasa Wapshotta pt. „Keynes kontra Hayek. Spór, który zdefiniował współczesną ekonomię”. Autor jest zawodowym dziennikarzem, szefował m.in. „Timesowi” i „New York Sun”, nic więc dziwnego, że jego dzieło cechuje wartka akcja i duża ilość wątków osobistych, a nie tylko prezentacja suchych teorii. Ma to oczywiście wady i zalety, aczkolwiek zalety zdecydowanie przeważają, szczególnie z punktu widzenia czytelnika traktującego finanse, gospodarkę czy szeroko zakrojoną ekonomię czysto hobbystycznie .

Wapshott śledzi prawie całe XX stulecie, ocierając się także o końcówkę wieku XIX i pierwszą dekadę wieku XXI. Omawia młodość obu zwaśnionych ekonomistów, ich odmienne drogi i wybory życiowe, różnice w pochodzeniu i inspiracjach intelektualnych.

Obaj myśliciele wywodzili się z odmiennych środowisk intelektualnych, podlegali innym wpływom. Każdy miał swój specyficzny charakter, przy czym autor podtrzymuje najważniejszy dogmat dziennikarski – dążenie do prawdy przy zachowaniu bezstronności. Wydaje się, że podejście to utrzymuje do samego końca, na ostatnich stronach bowiem niemal w każdym kolejnym akapicie jednemu ekonomiście trochę zabiera, a drugiemu nieco oddaje. Ten brak frontalnego opowiedzenia się za którymkolwiek z nich może się w pierwszej chwili wydawać nieco deprymujący, aczkolwiek posiada niewątpliwą przewagę nad ostentacyjną stronniczością, sprowadzającą się do  hagiografii wolnorynkowego austriaka (i Austriaka z pochodzenia) lub rewolucjonizującego gospodarkę Anglika.

Czytanie dzieł o charakterze biograficznym, dzieł o ludziach, a nie tylko ideach, ma do siebie to, że z jednej strony wciąga, z drugiej zaś chwilami budzi pewne zakłopotanie. Bądź co bądź, autorzy bazują zazwyczaj na czyichś relacjach, odczuciach, wrażeniach, zasłyszanych anegdotach etc. Nigdy do końca nie wiemy, jaka była dana osoba naprawdę – z kolei to, czego się dowiadujemy, może nas niekiedy zaskoczyć. W opinii wielu czytelników to wielki plus, gdy okazuje się, że słynny artysta, polityk lub uczony był kimś „ludzkim”, gdy można poznać jego życie prywatne, a nie tylko oficjalne wystąpienia.

Nie znaczy to jednak, by nie miało być z niej pożytku dla osób takich, jak autor niniejszych słów, które odczuwają lekki niepokój czytając o prywatności bohaterów. Wapshott nie narusza żadnych poważnych granic, a jednocześnie w jego książce jest na tyle dużo rozważań ekonomicznych, przedstawionych przystępnym językiem, by można było ją traktować nie tylko jako historię starcia dwóch ekonomistów, ale także jako znacznie szerszą historię konfliktu dwóch filozofii, dwóch sposobów myślenia, jakże aktualną i dziś.

Nicholas Wapshott, Keynes kontra Hayek. Spór, który zdefiniował współczesną ekonomię, Wydawnictwo Studio EMKA, 2011
 


 
15-02-2013

Dziennik Gazeta Prawna
autor: Rafał Woś

"Keynes kontra Hayek. Spór, który zdefiniował współczesną ekonomię"

Obaj byli wysocy i mieli bujne wąsy. Hayek używał okularów w drucianej oprawie, jakie Brytyjczycy kojarzyli ze środkowoeuropejskimi intelektualistami. Keynes miał na sobie rozchełstany, powalany kredą trzyczęściowy garnitur i trzymał ręce w kieszeniach. Sztywny biały kołnierzyk Hayeka oraz szczelnie zapięta tweedowa marynarka odzwierciedlały jego metodyczny umysł. Austriak po angielsku mówił słabo, z wyraźnym akcentem, więc nawet Keynes, którego w dzieciństwie wychowywały niemieckie guwernantki, musiał się trudzić, by go zrozumieć. Tak wyglądało pierwsze spotkanie dwóch gigantów XX-wiecznej ekonomii. Rzecz działa się w 1928 r. w Londynie. Już kilka lat później miał rozgorzeć między nimi fundamentalny spór, który trwa do dziś.

„Keynes kontra Hayek” to książka i pożyteczna, i przyjemna. To zasługa jej autora, doświadczonego brytyjskiego dziennikarza Nicolasa Wapshotta. Jest więc „Keynes kontra Hayek” barwną opowieścią o dwóch oryginałach i o ich czasach. Mamy Keynesa: bon-vivanta i przyjaciela dandysów z grupy Bloomsbery skupiającej młodą, zbuntowaną przeciwko skostniałym obyczajom śmietankę ówczesnej brytyjskiej socjety. Jednocześnie sam Keynes to genialny ekonomista. Jego książki rozchodzą się w bestsellerowych nakładach, a jego rad słuchają najwięksi. Na Cambridge wokół Keynesa powstaje wianuszek oddanych wyznawców. Jest pyskata Joan Robinson, jest Richard Kahn. Tych ostatnich Keynes przyłapał kiedyś in flagranti i relacjonował potem żonie: „Spoczywali w miłosnym uścisku na podłodze, aczkolwiek przypuszczam, że ich rozmowa dotyczyła wyłącznie teorii monopolu”.

Z drugiej strony Hayek. Potomek zamożnych wiedeńskich mieszczan, który wraca z I wojny światowej, by zastać swoją rodzinę zdeklasowaną przez hiperinflację. Postanawia studiować ekonomię u legendarnego Ludwika von Misesa. Tak naprawdę jednak młody Hayek sławę zawdzięcza brytyjskiemu ekonomiście Lionelowi Robbinsowi. Robbins nie znosi Keynesa, ale nie chce sam stanąć z nim w szranki. Ściąga więc z Wiednia obiecującego Austriaka i robi z niego swój cyngiel, przy pomocy którego zdekapituje znienawidzonego „szarlatana z Cambridge”.

Oczywiście ten rozciągnięty przez wiele dziesięcioleci spór obu dżentelmenów ma swoją intrygującą warstwę merytoryczną. Keynes reprezentuje przełomowe podejście do gospodarki. Zmęczonemu wojną, bezrobociem i krachem 1929 r. światu proponuje promyk nadziei. Skoro gospodarka nakręcana jest przez popyt, to gdy rynek nie jest w stanie go wygenerować, do gry powinny wkroczyć rządy. I np. uruchomić fabryki, dając pracę ludziom wyrzuconym przez kryzys z rynku pracy. Ci zaczną zarabiać i konsumować, tworząc nowy popyt, który w końcu przełoży się na konsumpcję towarów. I koło zacznie się kręcić. Z tą narracją nie zgadza się pesymista (albo realista) Hayek. Rozwiązania postulowane przez Keynesa „przypominają sytuację mieszkańców wyspy, którzy w trakcie budowy ogromnej maszynerii mającej im zapewnić wszystko, zorientowali się, że wyczerpali wszystkie zasoby, zanim machina będzie w stanie wytworzyć produkt”. Bo dla Hayeka konsumpcja musi mieć pokrycie w oszczędnościach. A wolny rynek to mechanizm, który najlepiej to gwarantuje.

Spór nie zakończył się jednoznacznym zwycięstwem żadnej ze stron. Z razu wygranym wydawał się Keynes, którego pomysły leżały u podstaw polityki gospodarczej stosowanej przez wiele krajów Zachodu do lat 60. Potem nastała era deregulacji spod znaku Reagana i Thatcher, gdy królem był Hayek. To z grubsza. Ale gdy przyjrzeć się konkretnym rozwiązaniom, widać, że raz dominował jeden, raz drugi. Podobnie jest w czasie obecnego kryzysu. I tak będzie dopóty, dopóki nie pojawi się nowy pomysł, który odpowie w nowatorski sposób na wyzwania gospodarki XXI wieku. A do tego czasu będziemy mieli dalej Keynesa w narożniku czerwonym i Hayeka w niebieskim.

 
NOWOŚCI
ZAPOWIEDZI
Myśl i bogać się. Orientacja na cel - Greg S. Reid
PREMIERA 11.04.2017
 
Odwracanie marki. Dlaczego teraz klienci rządzą firmami - i jak obrócić to na własną korzyść - Marty Neumeier
PREMIERA 28.04.2017
 


 
WYDAWNICTWOWSPółPRACA Z KSIęGARNIAMILOGOWANIE DLA PARTNERóW


12695056

 
1996 - 2017 © Wydawnictwo Studio EMKA.  Wszelkie prawa zastrzeżone.  Nota prawna  Polityka prywatności i pliki cookie